Kumpel do ruchania 6
Siepet mieszkał w wielkiej, odjebanej chacie na obrzeżach miasta. Poza starszym bratem, nie miał rodzeństwa, a jego rodzice często wyjeżdżali na narty, w delegację, albo do swojego prywatnego domku w górach. Siepecki miał więc często chatę tylko dla siebie. Czasem korzystał z okazji i spraszał do siebie pół szkoły na domówkę. Podobnie było w ten długi weekend.
Kiedy moje adidasy zachrzęściły na żwirowym podjeździe przed rezydencją Siepetowskich, Strzała już czekał przed drzwiami frontowymi. Stał sam, oparty o barierkę schodów prowadzących do wejścia. Dopalał niespiesznie peta i patrzył się gdzieś w dal, zamyślony. Z wewnątrz domu dobiegały przytłumione dźwięki basów, więc Strzała nie usłyszał od razu moich kroków. Zauważył mnie dopiero, kiedy podszedłem bliżej. Uśmiechnął się lekko na mój widok.
- No jesteś wreszcie - rzucił na powitanie.
- Sorry, nie zdążyłem na wcześniejszego busa.
Strzała machnął od niechcenia ręką na znak, że nic się nie stało. Zaciągnął się ostatni raz i zgasił kiepa butem.
- No to wbijamy. Pamiętasz zasady na dziś? - zapytał mnie.
Pamiętałem. Całą drogę do domu Siepeta powtarzałem w głowie litanię zasad i rozkazów, które wydał mi Strzała na dzień przed imprezą.
"Masz się cały czas trzymać blisko mnie, tak żebym cię miał w zasięgu wzroku."
"Jak klepnę się w udo, to przybiegasz do mojej nogi jak pies."
"Nie pijesz niczego, chyba że sam ci to dam i powiem, że masz wypić."
"Nie chodzisz do kibla, ani się nigdzie nie oddalasz, bez mojego pozwolenia."
"Jak ja idę się odlać, to idziesz ze mną i trzymasz mi kutasa, żebym nie musiał sam celować jak będę najebany."
"Co godzinę idziesz do przedpokoju, bierzesz mojego najacza, wsadzasz ryj do środka i się nim zaciągasz. Chuj mnie obchodzi, czy akurat ktoś będzie obok."
I wreszcie ostatni rozkaz, który zaskoczył mnie najbardziej:
"Masz przyjść w tych jockstrapach na dupie."
Nie pamiętam, żeby Strzała kiedykolwiek dał mi coś w prezencie, nawet na urodziny, chociaż kumplowaliśmy się od lat. Takie sentymentalne gesty nie wchodziły w zakres naszej znajomości. A jednak tego dnia przed imprezą wręczył mi nieduże opakowanie, bez żadnej wstążki ani kokardki. W środku były białe jockstrapy z czarną gumką na biodrach. W życiu nie miałem takiej bielizny w ręce.
- Tak, Panie. Pamiętam - odpowiedziałem, wracając myślami do rzeczywistości.
Wchodząc do środka, Strzała klepnął mnie znienacka w dupę, aż podskoczyłem.
- Masz na sobie te jockstrapy? - zapytał.
- Tak jak mi kazałeś, Panie.
Strzała uśmiechnął się zalotnie.
- Grzeczna suka. Dobra, idziemy poszukać jakiegoś piwka.
Poczułem jak mój penis zaczyna rozpychać ciasną kieszonkę jockstrapa. Stresowałem się lekko zasadami Strzały, ale czułem też rosnącą ekscytację na myśl o rzeczach, które dla mnie zaplanował na dzisiejszy wieczór. Miałem nadzieję, że podczas któregoś wypadu do kibla będę mógł possać jego pałkę.
Następne dwie czy trzy godziny minęły dość typowo, jak na każdej większej domówce. Impreza pomału się rozkręcała, ludzie się schodzili, alkohol się lał na lewo i prawo, ktoś odpalał skręta, ktoś wychodził na fajkę, jakaś para lizała się na kanapie, jakaś para kłóciła się w kuchni. Było sporo ludzie ze szkoły, część z nich znałem lepiej, część kojarzyłem tylko z widzenia. Niektórzy zaprosili swoich własnych ziomków z chuj-wie-skąd i wielka chata rodziny Siepetowskich szybko wypełniła się muzyką, hałasem oraz aromatem nastoletniego potu i feromonów.
Trzymałem się cały czas blisko Strzały, tak jak mi kazał. Głównie siedzieliśmy i gadaliśmy razem z bandą naszych lepszych kumpli: Rudym, Łotyszem, Skarpą i Maleckim. Przez większość wieczoru siedział też z nami Siepet, ale jako gospodarz imprezy kręcił się to tu, to tam. Któregoś razu Strzała oddalił się razem z nim, dając mi dyskretnie do zrozumienia, żebym został na dupie. Domyśliłem się, że poszedł rozprowadzić po imprezie piguły, które kupił specjalnie na tę okazję. Wrócił dosłownie po dziesięciu minutach - najwyraźniej szybko uwinął się z dystrybucją całego towaru. To nie był jego pierwszy raz na rodeo.
Do północy bawiłem się całkiem spoko. Całe towarzystwo było już porządnie wcięte. Ja sam wypiłem tylko jedno piwo - na tyle pozwolił mi Strzała. Trzymałem się kurczowo tej jednej butelki i sączyłem alkohol powoli, małymi łyczkami. Nie chciałem, żeby któryś z kumpli zwrócił uwagę, że skończyłem piwo i nie idę do kuchni po następne. Nie wiedziałem, co miałbym im odpowiedzieć. Że mój master zabronił mi więcej pić? Na moje szczęście, wszyscy najwyraźniej mieli w to wyjebane i nikt nie sprawdzał, ile wypiłem.
Zgodnie z przykazaniem Strzały, co godzinę wychodziłem ukradkiem do przedpokoju, gdzie czekały na mnie najki mojego Pana. Choć Strzała nie szedł za mną, żeby oglądać z bliska jak zaciągam się aromatem jego męskiego potu, byłem pewien, że obserwuje mnie z oddali. A przynajmniej tak podejrzewałem. Za każdym razem kiedy podnosiłem się z fotela o pełnej godzinie, Strzała uśmiechał się pod nosem, ledwie dostrzegalnie i odprowadzał mnie wzrokiem do korytarza. Zresztą, nie potrzebował mnie kontrolować. Byłem tak podjarany jego rozkazem, że sam z ochotą dociskałem sobie jego buty do mordy i rozkoszowałem się ich zapachem. Wystarczyła mi sama świadomość, że robię to dla Strzały. Jakkolwiek żałośnie to brzmi, chciałem być mu posłuszny, nawet jeśli nie sprawdzał, czy faktycznie wykonuję zadanie.
Jak powiedziałem, do północy wszystko szło zajebiście. Z każdą kolejną pielgrzymką do najeczek mojego Pana, czułem większy spokój i rozluźnienie. Kiedy zegar wybił dwunastą, podniosłem się z fotela i rzucając Strzale porozumiewawcze spojrzenie, ruszyłem do przedpokoju, gotowy na kolejną dawkę mojego narkotyku. Czułem jego wzrok na mojej dupie, kiedy wychodziłem z pokoju.
Ukucnąłem szybko w przedsionku i sięgnąłem po znoszonego buta. Odruchowo poprawiłem pałę w jockstrapie - na samą myśl o niuchaniu materiału, którego codziennie dotykała stopa mojego mastera, dostawałem erekcji. Wsadziłem pysk do środka i wziąłem głęboki wdech. Nagle kątem oka wyłapałem blask flesza. Ktoś zrobił mi zdjęcie.
- Kurwa, co ty odpierdalasz? - zaśmiał się jakiś głos za moimi plecami.
Odwróciłem się błyskawicznie. To był Malecki z telefonem w ręce.
- To buty Strzały? - zapytał mnie, choć znał odpowiedź. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie i rozbawienie.
Patrzyłem się na niego jak debil. Totalnie mnie zamurowało. Uświadomiłem sobie nagle z pełną mocą, że nadal trzymam w dłoni śmierdzącego najacza. Natychmiast go odstawiłem.
- Ja-
- Co ty? - Malecki nie dał mi szans na wymówkę - Jesteś jakimś pedałem?
Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie było mowy, żeby się z tego wykręcić. Malecki widział dokładnie co zrobiłem i miał na to dowód w postaci zdjęcia. Czułem narastającą panikę.
- Lubisz wąchać buty swoich kumpli, pedale? - rzucił bardziej agresywnie.
Byłem pewien, że zaraz mi wpierdoli.
- Chodź za mną - powiedział Malecki i odwrócił się w stronę korytarza.
Ani drgnąłem. Byłem sparaliżowany ze strachu i wstydu. Ale nagle Malecki zrobił coś, co wstrząsnęło mną jeszcze bardziej. Klepnął się w udo, jakby przywoływał do nogi psa.
- No chodź, suko - warknął zniecierpliwiony - Bo inaczej zdjęcie leci do całej szkoły.
Ja pierdolę, nie wierzyłem w to co się dzieje. Nie miałem wyboru. Podniosłem się i ruszyłem za Maleckim. Zaprowadził mnie do kibla na parterze, zaraz na początku korytarza. Przekręcił za mną zamek w drzwiach.
- Na kolana - padł rozkaz.
Posłusznie klęknąłem na zimnej, marmurowej podłodze.
Malecki wydawał się cały czas rozbawiony sytuacją, jak dzieciak który wyprosił u rodziców jakiś absurdalny prezent i nie mógł uwierzyć, że dostał go naprawdę.
- Na czworaka, jak pies.
Nie wiedziałem, jaki jest cel tych rozkazów. Czy Malecki chciał mnie nagrać jak robię z siebie kompletne pośmiewisko, żeby jeszcze bardziej mnie upokorzyć? Czy rzeczywiście zamierzał zniszczyć mi życie? Przecież się kumplowaliśmy.
- Dupa do góry i pysk do ziemi - instruował dalej.
Poddałem się i bez walki przybrałem pozycję, tak jak kazał.
- Kurwa, wypinaj się bardziej. Nooo, tak lepiej, jak rasowa suka - zaśmiał się z pogardą.
Uszy paliły mnie ze wstydu. Nie byłem w stanie podnieść wzroku z poziomu ziemi. Dopiero teraz zauważyłem, że Malecki ma na stopach airmaxy. Najwyraźniej był jedną z tych osób, która nie ściąga butów w gości.
- Co, podobają ci się?
Malecki musiał zauważyć, gdzie zawiesiłem wzrok.
- Chciałbyś zniuchać moje airmaxy jak buty Strzały, ty suko?
Byłem pewien, że moje uszy aż dymią, rozgrzane do czerwoności. Nagle poczułem ból z lewej strony twarzy. Malecki kopnął mnie w pysk.
- Zapytałem cię kurwa o coś.
- Tak - wydukałem ledwie słyszalnym głosem.
- Co tak? Pełnym zdaniem.
Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, ale język uwiązł mi w gardle. Czułem się totalnie upokorzony.
- Pełnym zdaniem kurwa! - wrzasnął na mnie Malecki i zajebał mi takiego kopa w ryj, że aż zadzwoniło mi w uszach.
- Tak, chciałbym zniuchać twoje airmaxy - wydusiłem ze łzami w oczach.
- Nooo - Malecki wyraźnie się ucieszył - To bierz się do roboty!
Podstawił mi swoją stopę pod sam nos. W nozdrza uderzył mnie lekki zapach męskiego potu i brudu z ulicy. Starałem się wziąć głęboki wdech, ale mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa.
- Mocno się zaciągaj, tak żebym widział.
Przycisnąłem nos do buta i wdychałem zapach mojego nowego oprawcy. Z każdym kolejnym wdechem, czułem jak strach ustępuje powoli innemu, znanemu mi już uczuciu. Im bardziej samczy aromat Maleckiego wypełniał moje płuca, tym bardziej narastało moje podniecenie. Zniewolenie. Odurzająca fascynacja. Zaczynałem tracić kontrolę nad swoim zachowaniem.
- Liż go.
Bez cienia sprzeciwu, wystawiłem język i dotknąłem nim gładkiego materiału. Poczułem elektryzujące doznania, aż przeszły mnie ciarki. Zacząłem lizać airmaxa Maleckiego jak wygłodniały pies, który dostał kość po całym tygodniu bez jedzenia.
- Ja pierdolę, ale jesteś pojebany - zaśmiał się Malecki, ale miałem wrażenie, że w jego głosie słychać było pewną przemianę. Czyżby ta cała sytuacja zaczęła go podniecać, tak jak mnie?
Zmotywowany tą myślą, lizałem buta z jeszcze większym oddaniem. Mój język jeździł teraz po całej długości airmaxa, napawając się jego smakiem i teksturą. Nie przeszkadzało mi nawet, że był lekko ujebany. Wprost przeciwnie: odczuwałem nową, nieznaną przyjemność płynącą z upokorzenia, jakim było polerowanie brudnego buta swojego kumpla. Zacząłem pracować całą mordą, na zmianę liżąc, całując i zasysając najki Maleckiego. W tamtym momencie był moim bogiem. A ja? Byłem nikim. Śmieciem. Kompletnym zerem. Skończoną suką, która może jedynie lizać mu buty.
- Teraz drugi, jazda - padł rozkaz od mojego boga.
Czując jak moja własna pałka rozrywa mi ciasne jockstrapy, zabrałem się do czczenia drugiego airmaxa Maleckiego. Lizałem dokładnie każdy szew, każdy centymetr. Śliski materiał błyszczał od mojej śliny.
- A podeszwa to co, sama się wyliże?
Malecki podniósł stopę i dosłownie przycisnął mi do mordy podeszwę swojego buta. Czułem w ustach brud i kurz, ale nie miałem wyboru. Musiałem zadowolić swojego boga.
- Ja pierdolę, ale z ciebie suka - wysapał Malecki.
Dopiero teraz zwróciłem uwagę, że walił sobie konia. Nie miałem pojęcia, kiedy zaczął. Ale jego widok, górującego nade mną, z łapą na swoim mokrym kutasie, zadziałał na mnie jak strzał heroiny dla ćpuna na głodzie. Ogarnięty falą podniecenia, wepchnąłem sobie cały czubek airmaxa do mordy i zacząłem skomleć jak rasowa suka.
- Kurwa, ty pojebany psie.
Malecki oddychał szybko i walił sobie chuja na pełnych obrotach. Obserwował każdy mój ruch, a ja odwzajemniłem jego spojrzenie i łasiłem się do jego buta jak kundel.
- Ja pierdolę - Malecki stęknął i wyprężył się cały.
Białe strugi spermy trysnęły prosto na mój ryj. Zalał mi mordę tak, że ledwie widziałem na oczy. Jeden strzał poleciał mu na prawego buta. Nie czekając nawet na rozkaz, rzuciłem się do zlizywania jego nasienia z airmaxa. To była najlepsza nagroda jaką mogłem sobie wymarzyć.
- O kurwa... ja jebię - sapał ciężko i patrzył zdziwiony, jak ochoczo łykam jego spermę.
Kiedy jego but lśnił już czystością, Malecki cofnął stopę i schował na wpół twardego kutasa z powrotem do spodni. Na jego twarzy znów pojawiło się rozbawienie, jakby nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Do mnie samego jeszcze to nie docierało.
- No ładnie - skwitował Malecki - Nie spodziewałem się, że aż taki jesteś spedalony. Lepiej wytrzyj mordę zanim stąd wyjdziesz.
Po tych słowach opuścił łazienkę i zostawił mnie samego. Podniosłem się szybko do pionu i doskoczyłem do drzwi, żeby zamknąć je z powrotem na zamek, zanim ktoś wejdzie. Spojrzałem na siebie w lustrze. Moja twarz lśniła w świetle żyrandola od mojej własnej śliny i lepkiej spermy Maleckiego. Wciąż podjarany sytuacją, zebrałem trochę palcem i oblizałem. Smakowała dość słodko.
Uświadomiłem sobie nagle, że tkwię w tej łazience pewnie już dobrych kilkanaście minut. Poczułem ukłucie strachu. Strzała zabronił mi chodzić do kibla bez pozwolenia. Pospiesznie zmyłem resztki nasienia Maleckiego z twarzy i wytarłem się w ręcznik. Miałem nadzieję, że nie było po mnie nic widać. Podniecenie znów zaczęło ustępować miejsca lękowi i zdenerwowaniu. Czy Strzała zauważy, że gdzieś zniknąłem bez jego zgody? I czy Malecki wygada komuś, co tu zaszło, czy będzie trzymać mordę na kłódkę?
Westchnąłem ciężko i szykując się na najgorsze, ruszyłem w kierunku wyjścia. Przekręciłem zamek i otworzyłem drzwi na korytarz.
Na zewnątrz stał Strzała.
Fajne opowiadanie. Zajrzyj też do mnie ;)
OdpowiedzUsuń